
- Weźmie pani sobie? Ostatnia mi została... - zaproponowała starsza pani na targu, oferując małą, piszcząca i niezwykle mięciutką kulkę żółtego pierza. Zdjęta nagłym instynktem macierzyńskim, zabrałam kaczuszkę do domu, ciesząc się niespodzianką od losu. Kolejna niespodzianka przyszła chwilę potem, kiedy kaczuszka okazała się kaczorkiem. W dodatku, takim, który doskonale wie, czego chce od życia.
Kaczor swoją niezależność pokazał jeszcze zanim dojechaliśmy do domu. W czasie postoju, podstępnie uciekł z pudełka a następnie jakimś cudem wymknął się z samochodu. Z duszą na ramieniu goniłam go po całym parkingu, aż w końcu docupałam w krzakach, w które oboje się zaplątaliśmy.
W kurniku podrzuciłam malucha jednej ze swoich kurek, która akurat z pełnym zaangażowaniem matkowała małemu pisklakowi. Kurza mama - miniaturowa kochinka - przyjęła dziwne, płaskodziobe dziecię jak swoje. I tak kaczor dorastał z trzykrotnie mniejszym pisklęciem, zapewne nieco zdziwionym nowym, nietypowym rodzeństwem. Chodzili ramię w ramię, troskliwie dokarmiani przez mamę, która szybko zapałała uczuciem do rozkosznego, żarłocznego Kaczusia. Kaczuś miłość tę okazywał z nie mniejszym entuzjazmem - przytulał się, wchodził pod skrzydełko i nie odstępował na krok. Zwłaszcza w nocy, kiedy cała trójka spała wtulona w siebie, przypominając małą piłkę.
Pewnego dnia zaskoczony Kaczuś stwierdził, że mamine skrzydełko robi się trochę za ciasne. Braciszek też taki jakby skurczony. Zakłopotana kurka w końcu musiała zadzierać łepek, żeby spojrzeć na swojego synusia. A synuś, oczywiście, nadal uważał się za stuprocentowego kurczaka.
Kaczuś uwielbia jedzenie i wylegiwanie się w trawie. Świetnie wychodzi mu łączenie obu tych czynności, dzięki wyjątkowo długiej szyi. Od swojej porcji jedzenia, syczeniem odgania natrętny drób, specjalnymi względami cieszy się jedynie przyszywany braciszek - kogutek.
Ale piękna kacza opowieść! Kaczorek niezwykle dorodny i urodziwy. Ale się ta przyszywana mama musiała zdziwić, jak tak urósł. A nie dokupisz mu koleżanki?
OdpowiedzUsuńCiepłe pozdrowienia
Kaczor miał koleżanki ale pogardził - przecież on jest kurą! :)
UsuńCudnie ;-) Poproszę o więcej takich nowin ;)
OdpowiedzUsuńDzisiaj byłam na targu i oczywiście uległam pokusie, tak więc wieści już niebawem :)
UsuńOpowieść prawie jak o Brzydkim Kaczątku, tylko prawdziwa! Czarna kureczka-mamuśka jest przepiękna. Czy wszystkie Twoje ptaki (drób?)po prostu sobie z Tobą są? Nie znam się, czy one jakoś ustalają hierarchię w stadzie? To znaczy - np. kogut rządzi wszystkimi, czy tylko jest władcą kur? Tak ogólnie gatunkowo to się dzieje, czy w ramach danego gatunku? A psy? Nie ganiają ptaków? To chyba jest trudne w sumie - tyle zwierząt na jednym podwórku? Nie musisz odpowiadać na wszystkie pytania. Ja tak mam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Potwierdzam, ona tak ma:))
UsuńHierarchia jest a nawet jest ich kilka a to dlatego, że kogutów mam około dwudziestu, niektóre mają swoje wierne stadka, inne chodzą samotnie albo w parach. Kury też potrafią być bardzo niezależne ;) A z psami to jest różnie - jedne ignorują, drugie pilnują, trzecie - najchętniej by zjadły...
UsuńDwadzieścia kogutów!!! Ojacie! One mają swoją zagrodę, czy tak sobie chodzą wespół z piesmi? Chciałabym zobaczyć 20 kogutów naraz. Kiedy byłam dzieckiem, Mama miała kury i koguty naturalnie też. Jeden był nadzwyczaj niezależny i żądny władzy, bo ganiał wszystko, co się ruszało. Mnie też. Odtąd mam uraz, ale bez przesady. Jeśli ktoś mi powie, że kogut jest fajny i nie atakuje, to ja mu wierzę. Ciekawam, co nabyłaś na targu. Strzelam: perliczki?
UsuńStrasznie to ciekawe, nic nie wiem o kurach i ich zwyczajach, może się czegoś dowiem. Przy moim Tropiku to by się nie uchowały... 20 kogutów to jest coś! Zgaduj zgadula: kupiłaś gąski?
UsuńNo są dwie gęgusie są...
UsuńPlanowałam jeden wpis tylko o kurach, jak się podniosę po sianokosach to będzie co poczytać :)
Ha, wygrałam! Intuicja mnie nie zawiodła:) Jaki jeden wpis, serial poproszę, to bardzo jest interesujące. Czekam po sianokosach!
UsuńMikaaaaa.....
OdpowiedzUsuńSzóste zdjęcie od góry - czy tam posypało się pierze? Z kurczaczka???
OdpowiedzUsuńnieeeee, to listki, u nas kurki żyją w zgodzie :)
UsuńDzięki Bogu, już się bałam o kurczaczka. Cóż, przegrałam, stawiałam wszak na perliczki. Dobrze, że nie było nagrody, bo musiałabym zazdraszczać Mice. Dooobra, to już skoś to siano, poczekamy...
OdpowiedzUsuńUwielbiam kurzasto kacze zdjęcia, opowieści. Czytam już drugi raz twój blog ale wcześniej po prostu czytałam bez piania komentarzy aby nimi nie zalać Ciebie. W związku z ostatnimi twoimi zapiskami a szczególnie tym ostatnim, że to nie twoje miejsce. Widzę, że tak jak ja pociechy szukasz w zwierzętach. Odradzam kozy, które do mnie trafiły też na zasadzie wzbogacenia swojego nudnego życia. Kury, kaczki, indyki są trudne i bardzo chorowite, ale kury i kaczki dają wiele radości.
OdpowiedzUsuń