 |
Przydomowa łączka u sąsiada. Z jakiegoś powodu mniej zarośnięta niż moja |
Żyjąc na swoim cichym, malowniczym, zielonym zakątku świata, zaobserwowałam ciekawą, acz niebłagalną zależność typu "coś za coś". Przy czym to drugie "coś" potrafi dosłownie zwalać z nóg.
1 Chcesz mieć śliczny, w miarę równy trawnik? Cóż, sam się nie skosi. A jeśli dodatkowo ten trawnik jest wielkości boiska szkolnego ale wcale nie jest tak równy jak boisko, to koszenie przypomina przysłowiową orkę na ugorze. Początkiem lata trawy rosną jak szalone i nawet jeśli człowiek skapituluje i jakoś przeżyje zarośnięty trawnik to po tygodniu niegroźne zarośla sięgają już do pasa i chcąc nie chcąc trzeba
znowu ruszyć z kosiarką w teren
.
 |
Wiejska sielanka... |
2 Jeśli zimą marzy mi się ciepły i przytulny dom to kwestia kupna, załadunku, rozładunku, rąbania i układania stosu drzewa jest nieunikniona. Nawet jeśli znajdzie się jakaś dobra dusza, która przy owych czynnościach zechce pomóc, to i tak przynajmniej jeden lub dwa etapy pozostaną do samodzielnego uzupełnienia.
 |
Jeszcze tu nie skosiłaś? |
3 Równiutkie, bez jednej trawki, urodzajne grządki jak u sąsiadki? Patrz punkt pierwszy. Plus żarłoczne kury czyhające na smaczne, kiełkujące sałaty i marchewki.
4 Zwierzęta najdroższe i ukochane. Gotować i karmić. Codziennie. Bez przerwy.
 |
Pomagamy! |
 |
Odpoczywać... |