poniedziałek, 18 stycznia 2016

Z tęsknoty do bruku.


Dzisiaj był jeden z tych bajkowych dni, kiedy zima pokazuje swoje lepsze oblicze. Było dość słonecznie, ale nie za bardzo, tak w sam raz. Płatki śniegu przypominały posrebrzaną owsiankę, która sypiąc się z nieba, odbijała promienie słońca. Nie sypało długo - nie trzeba odśnieżać.
Lubię takie dni.
Bywa, że kiedy jadę "do miasta" spotykam znajomych, a oni zwykle zadają to samo pytanie, na które od lat pada ta sama odpowiedź: nie, za nic nie wróciłabym do bloków.
Nie tęsknię za miastem. Nawet kiedy wstaję o piątej rano(w blokach to był środek nocy), palę w piecu (w blokach ciepło po prostu było), żeby mieć ciepłą wodę (w blokach po prostu była), myję hektary podłogi (w blokach był tylko ten skrawek pomiędzy dywanami) i taszczę w gumowcach wielkie wory na śmieci, żeby wystawić je przed bramę (w blokach cała scena nie do pomyślenia). W mieszkaniu był jeden pies i jeden kot. Nie było ogródka, trawy do koszenia, śniegu do odgarnięcia. Bo to bloki.
Czy to jeszcze ta sama ja?
Znajomi potem mówią, że mi zazdroszczą "tej wolności i spokoju", i w ogóle wszystkiego bo myślą - naiwni - że na wsi zawsze jest fajnie, ciepło i w ogóle uroczo.
A ja wracam na tą swoją wieś - dźwigam z samochodu siatki, tonę w błocie i mówię sobie, jakie to mam szczęście, wolność, spokój i w ogóle wszystko. 
I tylko czasem za zwykłym chodnikiem tak jakoś tęskno. Fajnie czasem postukać obcasami - gdybym w takowych chodziła - i przejść się, nie tonąć w błocie i nie martwiąc się, czy to w co właśnie wdepnęłam, jest tym, w co obawiam się, że jednak wdepnęłam.


I jeszcze małe obwieszczenie.
Gdyby ktoś z Was miał ochotę podglądnąć, to codziennie jestem tutaj:
 www.facebook.com/BarbaraGallery
Wpadajcie, napiszcie coś czasem... A ja postaram się mieć więcej czasu dla siebie

środa, 13 stycznia 2016

Relacja z zapasów

Dzisiaj zaczął padać śnieg. Od rana nie mógł się zdecydować - trochę poprószyło, potem popadało deszczu, potem razem ze śniegiem, a potem znowu deszcz. Kiedy było już tak mokro, że psy, gumowce i podłoga tonęły w błocie, z nieba posypały się te bajkowe, puszyste jak piórka płatki. I jest biało. A dopóki nie zrobi się kilku kroków to nawet i czysto.
Jest też zimno i nikomu się nie chce wychodzić do ogródka by zużyć trochę młodzieńczej energii. Starszyzna (zarówno psia jak i kocia) przesypia cały dzień, budząc się jedynie na porę obiadową. Najmłodsze egzemplarze urządziły dzisiaj prawie półgodzinną imprezę - były gonitwy, zaczepki, pomrukiwanie na siebie, podbieranie zabawek, aż w końcu skończyło się to tak:





 Sytuacja zmienia się, kiedy słońce zaczyna przygrzewać, wtedy Figa (siedząca) wraca na stanowisko Naczelnego Pilnowacza Ogródka i Okolic, a Guzik (drzemiący) pomaga w Zachowaniu Równowagi i Spokoju. Oboje niezwykle pracowici i sumienni.


Pozdrawia wciąż zabiegana Boni,
właścicielka ( na dzień obecny) siedmiu psów i dziesięciu kotów.