środa, 19 lutego 2014

Nikt nie wie, jak wyglądają...

... ale kiedy uśmiechają się, to wschodzi słońce.
Siadają cicho na gałęziach, płyną nad domami, w świetle księżyca zasypiają w ogrodach. Są ciekawskie. Kochają słońce, deszcz, pory roku, dni i noce.
Obserwują ludzi.
Mają  miejsca, do których z jakiś powodów lubią wracać.
Czasem zaglądają do małego domku. Zauważyły go przez przypadek, bardzo dawno temu. Potem przychodziły coraz częściej i dziwiły się, jak mały domek zmienia się nie do poznania. Ludzie odeszli, przyszli inni, nowi. Za nimi przyszły zwierzęta, dużo zwierząt. Nadal przychodzą.Pojawił się kurnik, pojawił się staw. Ktoś przyniósł kwiaty z ogrodu. Mały domek odżył i szybko okazało się, ze wcale nie jest taki mały, na jakiego wyglądał.
Wzeszło słońce, zaskrzypiała gałąź. Zaciekawione, jasne oczy obserwowały kolejny poranek. Nie były już zdumione, raczej rozbawione, że każdy każdy dzień zaczyna się tak samo.
- Jestem głodny! - zawodził kot.
- Daj śniadanie! - wtórowały kolejne.
- Nam daj najpierw! - zastrzegły psy.
- Jak nie dostaniemy pierwsze, to nie będzie jajek - zagroziły kury.
- Poczekajcie! - jęknął jakiś głos.
- Daj teraz! Teraz!
Widok z gałęzi pozwalał zajrzeć przez małe okienko, za którym ktoś uwijał się w podskokach, usiłując jednocześnie nakarmić wszystkie otwarte pyszczki. Zupełnie jak ptak, który za każdym razem kiedy wraca do swoich piskląt, zastaje jedynie szeroko rozwarte dzioby.
- Teraz mnie pogłaszcz!
- Nie! Teraz weź mnie na ręce!
- Przepraszam bardzo, najpierw wypuść mnie na spacer!
- Co tam chowasz? - wywęszył któryś. - Co jesz? Podziel się ze mną!
- Jak dajesz jemu, to ja też chcę!
- Przestańcie wszyscy! Nie wytrzymam! Jest was za dużo! Nie dam już rady!
Z gałęzi dobiegło westchnienie. Jasna dłoń przesunęła się w górę, pociągając za najbliższą chmurę i odsuwając ją w inny kąt.Wyszło słonce.
- Mam was już dość! Wychodzę!
Ścierka upadła na stół. Zaszurały te dziwne, gumowe buty. Ktoś zabrał koszyk i szybko wyszedł z małego domku.
- To wasza wina - zaskomlał żałośnie jakiś głosik. - Zobaczycie, tym razem już nie wróci! - dodał i zwinął się pod stołem, zakrywając łapą mokry nos.
- Nie panikuj. Przecież zawsze wraca - odparł inny i przeciągnął się na parapecie.
- Jak wróci to będziemy 'grzeczni', zgoda?
- Co to znaczy 'grzeczni'?
- Nie wiem... ale chyba lubi jak jesteśmy 'grzeczni'.
- Hmm, chyba mogę spróbować. W imię kolacji. 
Nikt nie zauważył jak jeden z obserwatorów opuścił swoją gałąź.
Szybował nisko między drzewami. Nie śpieszył się, wiedział, że zdąży. Śpiewał cicho, by nie spłoszyć ptaków. Leśna melodia snuła się po okolicy i tylko w jednym miejscu zamieniła się w szept... "Chodź, tędy, tędy... jeszcze kawałek. Teraz idź prosto. Widzisz? Za tamtym drzewem..."
Koszyk upadł na leśną ściółkę.
- A co ty tu robisz? taki sam?
- Nie wiem - pisnął głosik. - Boję się.
- Ktoś cię zostawił?
- Nie wiem, spałem.
Sytuacje należało dokładnie, logicznie przemyśleć, ale logiczne myśli już tak mają, że lubią odsuwać się na dalszy plan.
- Chcesz pójść ze mną?
- Chcę.
- Wchodź do koszyka. W końcu na coś mi się przydał.
W małym domku, szereg mokrych nosów przyklejał się do szyby.
- Wraca! Wraca!
- Przecież mówiłem, że wróci.
- Ma coś w koszyku!
- Może jedzenie?
- Na małe jak na jedzenie.
Zaskrzypiały otwierane drzwi.
- Co masz? Pokaż? Pokaż! Ojej! Co to? Kto to? Jaki mały...
- To wasz nowy kolega. Będzie z nami mieszkał - stanowczo zadecydował ten sam głos, który rano dostawał histerii. 
- Przecież nie ma miejsca. Sama mówiłaś - zauważyło towarzystwo.
- Może spać ze mną - ofiarowało się kilkoro innych.
Ktoś westchnął. Ściągnął śmieszne buty, podniósł ścierkę, postawił na piecu garnek z jedzeniem...
- Myślisz, że to dla nas? - mruknął ktoś pod stołem.
- A dla kogo innego?

  Nikt nie wie, jak wyglądają, ale kiedy uśmiechają się, to wschodzi słońce. Tego dnia śmiały się wszystkie. Ich serdeczny śmiech był tak niezwykły, że obudził Wiosnę. Podeszła do nich i ,zaintrygowana, zajrzała przez małe okienko. Mały drewniany domek tak bardzo sie jej spodobał, że postanowiła zostać w nim za zawsze.

7 komentarzy:

  1. Piękna bajka-nie-bajka, Boni. Czy dobrze odczytałam finał? Masz nowego lokatora?

    OdpowiedzUsuń
  2. przepiękna opowieść pełna miłości :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyślij wiosnę do nas, podziel się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boni, kobieto wspaniała, przepiękna opowieść.
    Aż się boję pytać,co przyniosłaś z lasu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Z wielka przyjemnością przeczytałam post ale bardzo jestem ciekawa co tam było w tym koszyku.Pewnie kolejny lokator drewnianego domku ale kto? Pozdrawiam bardzo cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Śpieszę wyjaśniać: tym razem z lasu nic nie przywlekłam. No, może poza refleksjami ;)
    Mam za to nowego, przepięknego kota - pochwalę się jak już ją stosownie odpasę bo chudzinka jeszcze

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :)